O autorze
Z zawodu doradca podatkowy. W kancelarii ten, który zawsze chce przeć do przodu (na szczęście kiedy trzeba, mądrze hamowany przez wspólnika). Specjalizuję się w doradztwie na rzecz przedsiębiorców i w ich restrukturyzowaniu.

Ten blog ma przybliżyć podatki jako element praktyczny każdego przedsiębiorstwa, wyjąć je ze skostniałego języka i trudnych sformułowań. Będę pisał o tym co w podatkach nowego i o tym co w nich ciekawego. Postaram się pokazać, na co warto zwrócić uwagę zaczynając biznes lub prowadząc go od lat. Czasem będę polemizował z Ministrem Finansów i jego pomysłami. Postaram się też pochwalić, gdy wymyśli coś dla przedsiębiorców korzystnego.

Tylne drzwi w Sejmie

Słowo o praktyce wprowadzania zmian w ustawach tzw. „tylnymi drzwiami”. To sytuacja, w której w treści ustawy regulującej jeden obszar stosunków społecznych, „ukrywa się” dodatkowe zmiany w przepisach nie mające związku z tym co ma regulować wprowadzana ustawa.

Zacznijmy od krótkiej notki historycznej. W roku 1990 po raz pierwszy w Polsce przekroczono nieosiągalną do tamtej pory liczbę 100 nowych ustaw uchwalonych w ciągu roku. W przeciągu roku 2014 wprowadzono w Polsce aż 1995 nowych aktów prawnych. Szacuje się iż nowo wprowadzone przepisy zajmują aż 25.634 strony maszynopisu.



Przy tak wielkiej liczbie zmian w prawie wprowadzanych każdego roku, szczególnego znaczenia nabiera sposób w jaki uchwalane są nowe przepisy, ich przejrzystość oraz konieczność zapewnienia wszystkim zainteresowanym szybkiego i łatwego dostępu do tych zmian i ich konsekwencji.

Niestety w polskim ustawodawstwie pokutuje praktyka wprowadzania części zmian w ustawach tzw. „tylnymi drzwiami”. Chodzi o sytuację, w której ustawodawca niejako przy okazji regulowania jednego obszaru stosunków społecznych, tym samym aktem prawnym, zmienia w sposób istotny inne ustawy, które są niezwiązane bezpośrednio z istotą wprowadzanych zmian.
Oczywiście prawdą jest, że prawo to system naczyń połączonych i wprowadzenie zmian w jednym miejscu najczęściej wymaga konieczność dostosowania do nich także innych regulacji i takie działanie jest jak najbardziej pożądane. Nie można zgodzić się jednak z praktyką ustawodawcy, który nie raz i nie dwa przy okazji wprowadza daleko idące zmiany w przepisach, które nie są wskazywane w tytule aktu prawnego.

Przykładem takich działań jest niedawno uchwalona przez Sejm (prace jeszcze trwają – przyjęto część poprawek Senatu) ustawa o administracji podatkowej. Zgodnie z treścią jej art. 1: „Ustawa określa zadania i organizację administracji podatkowej, której celem jest realizacja dochodów z tytułu podatków oraz niepodatkowych należności budżetowych, a także zapewnienie obsługi i wsparcia podatnika w prawidłowym wykonywaniu obowiązków podatkowych.”

Taka ustawa i wprowadzana nią nowa administracja podatkowa wymaga oczywiście zmian w wielu przepisach innych ustaw. I takie są nią wprowadzane – m.in. w Ordynacji podatkowej, czy Kodeksie karnym skarbowym.

Jednocześnie jednak art. 39 tej ustawy wprowadza zmiany w ustawie o postępowaniu egzekucyjnym w administracji, które obejmą aż dwadzieścia różnych przepisów. Zmiany to m.in.: umożliwienie organom czasowego wstrzymania czynności egzekucyjnych w szczególnych przypadkach (np. klęski żywiołowe) wyłącznie z urzędu, czy zmiana zasad informowania o kosztach egzekucyjnych, a nawet zmiana definicji pojęcia nieruchomości.

Wskazane powyżej zmiany nie wynikają z treści wprowadzanej ustawy o administracji podatkowej i nie są jej następstwem. Dlaczego więc się w niej znajdują? Czy tak ciężko zrobić oddzielną ustawę, w której takie zmiany zostaną wprowadzone? Tylko taka praktyka umożliwiłaby osobom na co dzień nie zajmującym się prawem, uzyskanie pełnej wiedzy o dotyczących ich przepisach. Dziś natomiast już sam proces tworzenia prawa w Polsce potrafi przyczyniać się do braku przejrzystości obowiązujących przepisów.
Trwa ładowanie komentarzy...